Borowskim, najlepszym strzelcem w historii Chojniczanki
wywiady - 2010-06-25
Jak czujesz się z tym, że nie udało ci się strzelić upragnionej 500. bramki w ligowych meczach Chojniczanki?
Na pewno jakiś żal pozostał. Byłaby to okrągła liczba. Śmiałem się jeszcze pół roku temu, że Tomasz Wieszczycki skończył karierę z 99 bramkami w Ekstraklasie. Tę setną mógł strzelić nawet z karnego, ale mu się nie udało. Ja jestem w podobnej sytuacji - kończę z liczbą 499. Jest to jednak wynik, który będzie trudno komukolwiek nie tylko pobić, ale nawet się do niego zbliżyć.
Gdy przed sezonem do celu brakowało ci ośmiu goli, a przed rundą wiosenną tylko dwóch, pewnie nie dopuszczałeś do siebie myśli, że się nie uda?
Praktycznie byłem pewien, że się uda. Wiosną mieliśmy jednak mocniejszy zespół, doszło kilku zawodników, mieliśmy większą rywalizację, przez co grałem mniej. Jednak po bramce z Darzborem Szczecinek, po której brakowało mi jednego gola, byłem przekonany, że dam radę. Taki jest jednak sport, że nie zawsze zdarza się to, czego chcemy. Po meczu z Piastem Choszczno w sobotę trener Suchomski widział, że byłem trochę podłamany, bo wiedziałem, że nie będzie już okazji do strzelenia upragnionej bramki, wziął mnie na bok i powiedział: "Andrzej, to są tylko statystyki. Ty swoje zrobiłeś dla tego klubu i za to powinni cię szanować". Myślę, że właśnie w ten sposób powinienem do tego podchodzić.
Gdybyś jednak liczył wszystkie bramki dla Chojniczanki, nie tylko te strzelone w lidze, ale też w Pucharze Polski, rezerwach czy sparingach, przekroczyłbyś nie tylko 500, ale też 600, czy 700 goli.
Oj byłoby tego dużo. Wyliczyłem sobie, że w ogóle w meczach ligowych strzeliłem 639 bramek: 499 dla Chojniczanki, a pozostałe dla rezerw Widzewa Łódź, Gedanii Gdańsk, Nordcoopu Gdańsk, Wierzycy Pelplin i Cartusii Kartuzy. Uważam, że to bardzo dobry wynik na 18 lat grania w seniorskiej piłce. Biorąc pod uwagę, że w tym czasie rozegrałem około 400-450 meczów, daje to średnią około półtorej bramki na mecz.
I już podjąłeś decyzję, że kończysz karierę?
Tak. Na sto procent. Kończę grę na profesjonalnym poziomie. Będę się może bawił w grę w oldboyach, czy meczach charytatywnych. Oczywiście będę się też ruszał dla siebie, ale na pewno nie zagram już w lidze: ani w pierwszym zespole Chojniczanki, ani w rezerwach, a tym bardziej w innym klubie. Nie chcę zabierać miejsca młodszym chłopakom. Wszystko się fajnie ułożyło: jest awans do drugiej ligi, jest 80-lecie klubu i w takim momencie ja kończę karierę. W dodatku w meczu z Widzewem, w którym przecież przed laty grałem.
Uważasz się za spełnionego zawodnika, czy może jednak czujesz niedosyt, że nie udało się więcej osiągnąć na wyższym poziomie?
Jestem zadowolony z tego, co osiągnąłem. Z Widzewem zdobyłem wicemistrzostwo Polski. Być może się mylę, ale chyba żadnemu zawodnikowi z naszego regionu nie udało się tego dokonać. Nawet Sławek Suchomski ma 300 występów w lidze, ale tego srebrnego medalu niestety nie zdobył. Trafiłem wówczas do silnego klubu, w którym było trudno podjąć rywalizację. W Widzewie było wtedy ośmiu reprezentantów Polski. Można mówić "co by było gdyby"... Jako 18-latek trafiłem do Zawiszy Bydgoszcz, która była w drugiej lidze, grała o awans i awansowała. Grałem tam ja i Zbyszek Grzybowski, byliśmy równorzędnymi zawodnikami. W klubie chciano i jego, i mnie. On został i zrobił dużo większą karierę, zagrał o wiele więcej meczów w polskiej lidze, wyjechał też za granicę. Ja wróciłem wtedy do Chojnic. Może była to zła decyzja, może dobra. Nie wiadomo jak moje losy by się potoczyły... Uważam, że osiągnąłem dużo, ale mogłem osiągnąć to na wyższym poziomie. Niczego jednak nie żałuję.
Co najmilej wspominasz ze swojej kariery?
Na pewno pobyt w Widzewie, z którym wywalczyłem wicemistrzostwo Polski. Miałem wtedy 23 lata i było to dla mnie bardzo duże przeżycie. Wcześniej kopałem piłkę w czwartej lidze, a tu nagle znalazłem się w jednej szatni z piłkarzami, których trzy dni wcześniej oglądałem w telewizji. Miło wspominam sezony, w których rok po roku, zdobywałem koronę króla strzelców. Na 18 lat występów w seniorskiej piłce, 13 razy byłem królem strzelców, czterokrotnie wicekrólem i dopiero w tym sezonie, z wiadomych powodów, jestem dalej w klasyfikacji najskuteczniejszych piłkarzy. Przyjemnymi momentami były też trzy awanse z Chojniczanką do trzeciej ligi, a w sumie pięć awansów: także po razie z piątej do czwartej i teraz z trzeciej do drugiej ligi. Miałem też po jednym awansie z Cartusią i Wierzycą. Gdyby to policzyć, to praktycznie w każdym sezonie mojej przygody z piłką o coś grałem.
A jakich momentów z kariery nie wspominasz mile?
Po pobycie w Widzewie, chciałem odejść do drugoligowego wówczas Śląska Wrocław. Trenowałem tam przez miesiąc, już nawet podpisałem kontrakt, ale ówcześni działacze Chojniczanki zablokowali ten transfer. Byłem rozczarowany, bo moja kariera mogła się jeszcze rozwinąć. Miałem 24 lata i odchodząc z Łodzi byłem w bardzo dobrej formie. Trzy razy spadałem z Chojniczanką z trzeciej do czwartej ligi i tych sezonów też nie wspominam najmilej.
Czym się teraz zajmiesz?
Na razie chcę odpocząć. Na mecze będę teraz chodził na trybuny z synem i z nim będę grał w piłkę. Znajdę też więcej czasu nie tylko dla syna Mateusza, ale też dla żony Justyny i córki Zuzanny. A czy w przyszłości będę trenerem? Nigdy nie mówię nigdy. Powtarzam rodzinie, że nie mam do tego zdrowia. Już teraz, siedząc na ławce rezerwowych, za bardzo to wszystko przeżywam, a w roli trenera byłoby jeszcze gorzej. Już kilka razy zastąpiłem Adama Błaszczaka, który prowadzi drużynę, w której gra mój syn i ponosiły mnie nerwy, gdy grali nie tak, jak im kazałem. Nie teraz, ale może za dwa-trzy lata zrobię kurs trenerski i poprowadzę na początek młodzież.
Pamiętam, że kiedyś powiedziałeś mi o swoim 10-letnim synu, że będzie lepszy od ciebie. Rośnie nam twój następca?
Wierzę, że tak będzie i to samo mówi jego trener. Mateusz zaczął trenować w wieku siedmiu lat, ja miałem 13 lat, kiedy przyszedłem na pierwszy trening do Chojniczanki. Na pewno jego atutem jest to, że gra obiema nogami jednakowo. Nie robi mu różnicy, czy zagrywa prawą, czy lewą nogą. Ile będę mógł, będę starał się mu pomóc i pokierować jego przygodą z piłką. Ma już pierwsze sukcesy, bo został królem strzelców Dziecięcej Gali Piłkarskiej w 2009 roku oraz miesiąc temu na turnieju o Puchar Tymbarku został powołany wraz z dwoma kolegami z Chojniczanki do reprezentacji Pomorza. Gra z zawodnikami o rok starszymi, a mimo to jest najlepszym strzelcem swojego zespołu. Uważam, że będzie lepszy ode mnie, ale powtarzam to każdemu, że nie jest w stanie strzelić 500 bramek dla Chojniczanki. Obym się mylił, ale nie ma możliwości, żeby ktoś strzelał przez 13 lat co sezon po 40 bramek, będąc cały czas w jednym klubie. Teraz są inne czasy. Jak ktoś będzie bardzo skuteczny przez dwa-trzy sezony, natychmiast odszedłby do lepszego klubu, oczywiście nic nie ujmując Chojniczance, która staje się teraz poważnym klubem.
Jak myślisz, kto będzie teraz człowiekiem od strzelania bramek w Chojniczance?
Podpisano kontrakt z Szymonem Gibczyńskim, który jest w bardzo dobrej formie. Podobno ma też przyjść do Chojniczanki Piotr Kwietniewski, który również jest dobrym piłkarzem. Ja jednak stawiałbym na Macieja Niewęgłowskiego, naszego 18-letniego juniora, który robi postępy w grze z tygodnia na tydzień. Ma łatwość w dochodzeniu do sytuacji strzeleckich, ale bardzo dużo ich marnuje. Na trzy okazje strzela jedną bramkę, ale ja w niego wierzę, bo ten chłopak ma "papiery" na granie. Jeszcze będzie o nim głośno i to nie tylko w naszym regionie. Jak sobie przypomnę moje początki w seniorach, to ze skutecznością było podobnie. Gdybym wtedy wykorzystywał sytuacje na doświadczeniu, jakie mam teraz, to tych bramek miałbym dziś nie 499, a 700.
Jak widzisz sytuację Chojniczanki w drugiej lidze?
Więcej będzie można powiedzieć, gdy dowiemy się kto będzie trenerem (rozmawialiśmy w poniedziałek-red.) i jakich wzmocnień klub dokona. Na awans nie liczę, chociaż bardzo bym chciał. Pamiętam, że po awansie po czwartej ligi obiecałem kibicom, że za rok będziemy w trzeciej. Po awansie do trzeciej, obiecałem drugą ligę. Wtedy grałem i byłem tego pewien, teraz nie wiem jak będzie - to tak pół żartem, pół serio. Chciałbym jednak żeby Chojniczanka była w środku tabeli i spokojnie się utrzymała. Jestem z tym klubem związany od małego i będę mu kibicował zawsze, nawet jakby, odpukać, stało się coś niedobrego.
A jak skomentujesz zwolnienie trenera Suchomskiego?
Rzadko dochodzi do tego, aby zwalniało się trenera po awansie. Tym bardziej, że do nowego sezonu czasu jest bardzo mało, bo 24 lipca zaczyna się liga. Gdyby nowy trener zaczął pracę 1 lipca, zostałyby mu niecałe cztery tygodnie na przygotowanie zespołu, którego nie zna. Podejmując taką decyzję, członkowie zarządu muszą sobie zdawać sprawę, że jeśli coś się nie powiedzie, wszyscy na nich będą wieszać psy. Oby tak nie było. Zarząd na pewno nie chce źle dla Chojniczanki, ale działacze muszą wiedzieć, że ich kibice będą rozliczać. Nie znam powodów tej decyzji. Liga pokaże czy była dobra.
Rozmawiał Wojciech Piepiorka






















Fotografia Wojciech Reszkowski
– R E K L A M A –
Klub nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii. Prosimy o zachowanie kultury wypowiedzi.





A co do wywiadu to kawał dobrej roboty.
W Chojnicach zawsze będzie wielki, jego bramki dawały tyle radości!
Jutro na mecz idę dla niego, żeby go pożegnać owacjami na stojąco!
Borówa ma charakter i zachowywał się raz tak, a raz odwrotnie.
także z tą gloryfikacją to bez przesady.
Sukcesów i osiągnięć nikt mu nie odbierze.
Najbardziej szkoda tych co go wyzywali co mecz. Dzisiaj będą mogli zrobić to ostatni raz.
zenada czym ten sie chwali
PS. macie jakies starsze zdjecia ? z dawniejszych lat
Mecz w którym Borowski gonił po trybunach wyzywającego go kibica to mecz Chojniczanka - Polonia Gdańsk 0:1. W tym samym sezonie 2000/01. ów kibic schował się wtedy w kiblu. Wtedy na stadionie nie było wysokich płotów i dlatego mogło dojść do takich scen.
Teraz kibice są bardziej bezpieczni, a płot z atestem chroni ich przed agresją ze strony piłkarzy. Pewnie dlatego tak często wyzywają piłkarzy.
Wszystko co wyżej jest pisane z pamięci, a ta jak wiadomo jest zawodna i mogą być pomyłki.
Na prawdę ciekawa teoria - nigdy w ten sposób na to nie patrzyłem, ale może coś w tym jest :p
A tak na marginesie (oczywiście bez urazy) - Zawisza wygrał, rozegrał itd. a nie "wygrała", "rozegrała". Nazwa pochodzi od słowa "Zawisza Czarny" czyli "on".
Pozdro